[Intro: Livka]
Ojciec przestrzegał mnie zawsze
Żebym trzymała się z daleka od mężczyzn
Którzy, nie wiem gdzie mieszkają
Jaki jest ich zawód?
Ile zarabiają miesięcznie?
Nie chciałam mu zlekceważyć tych przestróg
Uh
[Zwrotka 1: Livka]
Wybrałam się po zmroku z koleżankami z roku
Trochę potańczyć, mm, zamówić parę szotów
Świeżo po związku nie będę biegać wokół chłopów
Poznałam typa, który może mi dorówna kroku
Czarne RayBany i blizny
Mmm, między nami trochę dziwny
Skinny bitch, skinny tie, skinny jeansy
Mówią, że to bad-bad guy, I can fix him
Mówię chyba pora wyjść już
Chcę Cię znać, ale głośno jest w tym miejscu
Nagle czuję, że się rozumiemy bez słów
Mówi mi, że mam mieszkanie na Śródmieściu
A poza tym parę ran i kompleksów
Powiedziałam: "Skończ truć, jeśli chcesz, mów"
A on obiecuje mi, że nie chce seksu
Ja mu mówię: "Zobaczymy, bez stresu" (Bez stresu...)
[Refren: Livka, Taco Hemingway, Oboje]
Bez stresu, bez tych dram, epopei, SMS'ów
Mówię bez stresu — bez stresu?
Ta, nie twórzmy niebezpiecznych precedensów
Serio bez stresu
Serio bez stresu
[Zwrotka 2: Livka, Livka & Taco Hemingway]
Z szatni pobieram palto, już czeka na nas auto
On idzie za mną (Nice), wóda mnie drapie w gardło
Od razu zasnął, gdy budzę go, to gada: "Pardon"
I oczywiście zgubił portfel, a więc płacę kartą
Na kwadracie syf jak Jackson Pollock
Z Zara Home pusty balsam do rąk
Barek, który mówić miał: "Jestem dorosły", mhm
Jego usta miały smak Marlboro
Dopija trzecią lampkę porto
Nie potrafi zdjąć stanika, bo się palce plączą
Myślę, że to będzie jawny horror
Ale cóż, najwyżej zostanę z anegdotką
Zagubiony jak pasażer na gapę
Wysiadł na następnej stacji, padł na kanapę
Białe pasy na blacie i Jack White na plakacie
Nie ma co płakać, biorę taxi i spierdalam na chatę (Bez stresu...)
[Refren: Livka, Taco Hemingway, Oboje]
Bez stresu, bez tych dram, epopei, SMS'ów
Mówię bez stresu — bez stresu?
Ta, nie twórzmy niebezpiecznych precedensów
Serio bez stresu
Serio bez stresu
[Zwrotka 3: Livka & Taco Hemingway]
Obraz warszawskiej nocy, mieszanka farsy i grozy
Bo każdy chciałby być dorosły
Typ mi nie odpisał, ale nie szukałam kosy
Nagle widzę go, stoi z jakąś gąską — po co zerka?
Ona ładna i szczupła o jasnych włosach
Mam ochotę na lufę i papierosa
Więc kieruję swój uśmiech na Erasmus'ów
Por favor, cigarrillo, para la pelirroja"
Spory crowd wokół baru (Mm-hm)
Lufy wódy na długości kontuaru (Mm-hm)
W międzyczasie jakaś drama go spotkała
Grube limo mieni się spod okularów
A mój ex znowu stoi pod lokalem
Całkiem sam jak środkowy palec
Zawsze był samotnikiem z tym notatnikiem
W oczach tylko czysta definicja żalu kiedy pisze
Czym się w sumie różni sen od koszmaru? (Mm, mm)
Czym się różni ludzkie serce od towaru? (Oh, oh)
Co dzieli szarczysty mróz od pożaru? (Co?)
Ile tak naprawdę dzieli obojętność od szału?
W moim przypadku to trzy szlugi i szot wódki (Błąd)
Będę potrzebować odtrutki
Choć miałam gdzieś tego Piotra wcześniej
Ale spojrzał na jej biust i mi oczko puścił, what?
Ludzie bywają dość okrutni
Ale, że tak postępują jakieś obszczymurki? (Co?)
Chodzą po mieście w tych okropnych rurkach
I szukają tu Madonny albo prostytutki
Ty-ty-ty-typie tak nie może być na pewno
Chyba fi-figle, nie no, typ ma czelność
Robię i-inbę, gdy chcą wyjść na zewnątrz
A on tylko minkę, że mu wszystko jedno, bez stresu
Dziś z tej historii się śmieję
Ale wiem dlaczego miałam drobną histerię
Nienawidzę, kiedy chłop udaje kogoś, kim nie jest
A najgorsze, że to po dziś dzień się dzieje (Bez stresu...)
[Refren: Livka, Taco Hemingway, Oboje]
Bez stresu, bez tych dram, epopei, SMS'ów
Mówię bez stresu — bez stresu?
Ta, nie twórzmy niebezpiecznych precedensów
Serio bez stresu
Serio bez stresu